W dolinie Różańca

Początek wycieczki wypadł trochę nietypowo, wśród pól w pobliżu Gorajca. Tutejsza przepiękna drewniana cerkiew (jak i pobliska kaplica „nad wodą”) warte są oddzielnej opowieści. Stąd w kierunku doliny Różańca szliśmy na płn.-zach. przed podmokłe łąki, groblami wśród stawów i lasów. Stawy pięknie ogląda się właśnie jesienią (o ile oczywiście akurat nie zostanie spuszczona woda). Pierwsze oglądaliśmy w rejonie Piły, następne niemal w centrum Rudy Różanieckiej, a kolejne znajdują się na zach. od tej miejscowości.

Teraz spotkanie z Różańcem, a ściślej ze wschodnią częścią doliny tej rzeki. W pobliżu są tu drogi, jednak czasem oddalają się one dość daleko od doliny. No cóż, tam gdzie rzeka, tam i bagna. Najciekawszy odcinek przytrafił się już w rejonie Płazowa. Najpierw piękna piaszczysta wydma, opadająca dość stromo w dolinę.

Potem zejście w dół. Choć dzień był słoneczny, tutaj panował półmrok. Na środku intrygujące ruiny kamiennego mostu. Przyjemne miejsce.

Po przeprawie kolejne niespodzianki. Kamienne krzyże i zdziczałe drzewa sugerują, że kiedyś mieścił tu się jeden z przysiółków Płazowa. Warto będzie kiedyś tu wrócić.

Niebawem wychodzimy z lasu na rozświetlone pola. Przed nami pobliskie zabudowania obecnego Płazowa i przystanek PKS. Wyprawa dobiega końca.

Wrzesień 2001 r.