Batorz: rajd „Roztocze Wiosną” PTTK KUL

Jeszcze od czasów studenckich związany jestem z kołem PTTK nr 1 przy KUL w Lublinie. Sztandarowa impreza tego koła to rajd ”Roztocze Wiosną”, przeprowadzany zwykle na początku kwietnia. W 2005 r. wypadł on Batorzu. Miejscowości magicznej, pięknie położonej, a nader rzadko odwiedzanej. Zabytkowy kościół, cmentarz na grodzisku, wąwozy, panoramy ze wzgórz i kopiec w miejscu bitwy „Lelewela” Borelowskiego – to jest klimat!
Trasa, którą wybrałem, zaczynała się na dworcu PKP w Lublinie. Najpierw przejazd autobusem szynowym do stacji Rzeczyca Kolonia. Stad krótki marsz do lasu „Mosty”. Przebiegającą tędy ścieżkę dydaktyczną opisuję w „Wirtualnym turyście…” oddzielnie.
Potem do Szastarki marsz przez las, a dalej to już na przemian: lasy i otwarte przestrzenie. Tu ciekawostka: gdy szliśmy lasem, deszcz nie padał. Gdy wychodziliśmy z lasu, zaczynał padać, a gdy wychodziliśmy na szczyt wierzchowin dodatkowo pojawiał się wiatr. Oczywiście te negatywne zjawiska ustępowały natychmiast, gdy ponownie wchodziliśmy w las.
W Batorzu powitał nas dość silny deszcz, już bynajmniej nie przelotny a ustabilizowany. Nie przeszkodził on – na szczęście – w późniejszym rozpalaniu ogniska i smażeniu kiełbasek.
A drugiego dnia już od rana słoneczko. Pesymiści przepowiadali, że tylko do czasu i że za jakiś czas się zachmurzy i zacznie padać, ale nic z tego! Cały dzień świeciło słońce i momentami było całkiem ciepło.
W wędrówce generalnie trzymaliśmy się pieszego szlaku żółtego (Uwaga! Miejscami przerwy w znakowaniu!), jednak nie było to przywiązanie całkowite i zdarzały się liczne przejścia „alternatywne”.

Zaraz po wyruszeniu z Batorza wygodna ścieżka, przechodząca jednak szybko w zarośnięty wąwóz. Trzeba było wędrować jego skrajem, po zaoranym polu, dalej przez jego środek – bez żadnej ścieżki. Ten niedogodny odcinek został później szczęśliwie całkowicie przebudowany.

Potem piękny las i wąwozy. Którykolwiek kierunek nie zostanie przez nas wybrany – będzie pięknie. W tych „okolicznościach przyrody” wypadł pierwszy postój.
Kilka lat później PTTK O/Lublin przemalował szlak żółty, tak, że obecnie omija on już całkowicie te batorskie wąwozy. Szkoda.

Za lasem niezwykle widokowa droga. Idziemy szczytem wierzchowiny, a dookoła rozległe widoki.

W Antolinie, nad stawem, nieopodal murowanej kapliczki, drugi postój. Teraz poza szlakiem (bo do Wierzchowsk prowadzi on szosą) dnem doliny i dalej bardzo malowniczym, głębokim i szerokim wąwozem.

Tak się nam spodobało, że kawałek dalej zagłębiliśmy się w kolejny wąwóz. Tu jednak było błoto i po prostu wdrapaliśmy się po stromej ścianie na przeciwległą wierzchowinę.

Kolejny postój wypadł przy tajemniczej kapliczce-pomniku z nieczytelnym napisem i wyrytym rokiem 1914. Zapewne jest to pamiątka bitwy o Kraśnik z okresu I wojny światowej.

„Obiad” wypadł na wzgórzach na skraju Wierzchowisk. Do wsi nie zeszliśmy, bo robiło się już popołudnie, a do Janowa jeszcze kawał drogi.
Potem jeszcze trochę wzgórz i już czas na krawędziową część Roztocza i Kotliny Sandomierskiej. Tu ostatnie, ale przepiękne, wąwozy. Wychodzimy na szosę. Fatalne znakowanie! Na szczęście pamiętam przebieg szlaku, więc problemu nie ma.
Teraz szybki marsz do Janowa Lubelskiego. Przy źródlisku „Stoki Janowskie” zatrzymaliśmy się w knajpie. Podają tu piwo z browaru Janów. Słyszałem o nim już dawno, ale przez lata wędrówek przez Lasy Janowskie jakoś nigdy nie było szansy go spróbować.
Stąd szybki marsz na dworzec PKS Janów Lubelski. W pobliżu piękny kościół w Janowie, ale wszyscy byli już zmęczeni i nie mieli ochoty na jego zwiedzanie. Poza tym właśnie nadjechał prawie pusty autobus do Lublina i trzeba było wracać.
P.S.1. W programie rajdu można było przeczytać, że „dla sprawniejszego pokonywania trasy przydatne mogą okazać się liny stalowe do wyciągania tonących w błocie, buty samobieżne (najlepiej siedmiomilowe), oraz smycz, dzięki której rozmawiająca z nami osoba na pewno nam nie ucieknie”. Co ciekawe, nikt takiego sprzętu nie przygotował.
P.S.2. Szlak żółty pomiędzy Batorzem a Janowem to 26 km wędrówki. Dość dużo, ale przejść warto, tak w wersji podstawowej, jak i w opisanej powyżej wersji alternatywnej. Jednak w przewodniku opisałem go jako mało ciekawy. Dlaczego? Przygotowując pierwsze przewodnikowe opisy pokonywałem go w zimny grudniowy i pochmurny dzień. A to nie to samo.

Kwiecień 2005