Roger Waters w Krakowie

4.08.2018
To był mój trzeci koncert Rogera Watersa, po dwukrotnym obejrzeniu spektaklu „The Wall” (Łódź i Warszawa).
Pierwsze zaskoczenie to wprowadzenie do koncertu. Na wielkim ekranie przez 20 minut widzieliśmy dziewczynę patrząca się na morze i słyszeliśmy przekazany w dźwięku przestrzennym szum fal, przechodzący z czasem w melancholijną wokalizę. Na tyle to jednak było głośne, że skutecznie zagoniło widzów na płytę i trybuny (przybyło 17 000 ludzi).
Potem zaczął się już właściwy koncert. Świetne nagłośnienie! Czytelny był każdy instrument. Wizualnie najbardziej imponująco prezentowała się perkusja, złożona z aż 3 zestawów.
No i tu drugie zaskoczenie – setlista. Roger szerokim łukiem ominął swoje płyty solowe, grając niemal wyłącznie repertuar Pink Floyd z dodatkiem 4 utworów z ostatniej płyty (w końcu ta trasa jest z okazji jej wydania). Właściwie można się było tego spodziewać, biorąc pod uwagę że hasłem tej trasy jest tytuł piosenki Pink Floyd właśnie: „Us and Them”. Najobszerniej reprezentowany był album „The Dark Side of the Moon” (6 piosenek). Poza tym nie mogło zabraknąć „Another Brick in the Wall”, „Wish You Were Here”, czy “Comfortably Numb”. Do gustu przypadło mi także wykonanie “One of These Days”. Dla mnie najbardziej energetyczny fragment albumu „Meddle”.
Koncert podzielony był na dwie części.


Czytaj dalej Roger Waters w Krakowie

Dachstein

2.08.2018
Dachastein – to rozległy lodowiec w Austrii, po którym można chodzić (komu mało, może jeszcze odwiedzić tutejszy pałac lodowy i zasiąść na lodowym tronie). Są też inne atrakcje, jak chociażby sympatyczna kładka widoczna na zdjęciu. Kończy się tzw. schodami donikąd (zdjęcie drugie). To kilka stopni w dół, w stronę przepaści.

Bernina Express

1.08.2018
Coś z wakacyjnych wypraw. Wąskotorowy Bernina Express z Tirano (Włochy) do Chur (Szwajcaria). Na dystansie niemal 150 km pociąg pokonuje 55 tuneli, 196 mostów i wspina się na wysokość 2253 m n.p.m. (stacja Ospizio Bernina)! Trasa jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO.


Nieco przed najwyższym punktem, patrząc od strony Tirano, mijamy stację Alp Grüm (2091 m n.p.m.). W jej okolicy bodaj najładniejszy widok z całego szlaku (na zdjęciu poniżej). Ciekawostka. Bernina Express ma tu planowy postój “turystyczny” wynoszący 15 min., ale tylko gdy pociąg jedzie z Chur do Tirano. W kierunku przeciwnym postoju nie ma. Ofertę uzupełniają osobówki, które zatrzymują się na wszystkich stacjach.

Metafizyka konia

12.07.2018
W Lasach Janowskich, w Szklarni, Paweł Rydzewski na skraju ostoi konika polskiego wypatrzył znak z napisem: „wejście za ogrodzenie grozi ugryzieniem i kopnięciem”. W moim przypadku z końmi to nigdy nie miałem problemów, co innego psy. Ale pociągnijmy ten klimat. Tym razem Polesie i okolice wsi Lipniak. Oryginalny napis to oczywiście nie “koń wierzchni” ale “koniec nawierzchni”. Ale w tym koniu jest jakaś metafizyka, bo tuż co obok przebiega szlak konny właśnie.

Mój wspomnieniowy artykuł w Gazecie Horynieckiej

10.07.2018
Na początku tego roku w “Zaścianku” u Wiktora Jarosza w Suścu świętowałem swój 500 rajd po Roztoczu (pisałem o tym także tu na FB). Po tym spotkaniu Paweł Rydzewski (redaktor naczelny Gazety Horynieckiej) namówił mnie, żeby z tej okazji powstał artykuł wspomnieniowy. Zanurkowałem więc w przeszłość i wydobyłem z niej kilka z licznych przygód. Wspominam więc m.in. jak to po kilku rajdach busowych na Ukrainę wybraliśmy się na całodniową kolejową wycieczkę z Lublina do Rawy Ruskiej, tam i z powrotem (legendarny pociąg z Warszawy). Nasze zapasy skończyły się dość szybko, z tego co pamiętam to do jedzenia po prostu nie wzięliśmy nic. W Rawie Ruskiej, w sklepie spożywczym, wypatrzyłem dwa rogale, ale pani sprzedawczyni powiedziała, że są nieświeże. Ja na to, że o ile tylko dadzą się jeszcze ugryźć, to nie szkodzi, bo jesteśmy głodni. Pani zasugerowała, że w takim razie może lepiej wybrać leżące obok bułki z dżemem. Są one wprawdzie też nieświeże, ale mniej. No to kupiłem te bułki. Pani miała rację. Nie były świeże, ale mniej, bo dały się zjeść.
Cały artykuł w “Gazecie Horynieckiej” nr 50 (też jubileuszowej), która powinna ukazać się jeszcze w lipcu.

The Rolling Stones w Warszawie

9.07.2018
The Rolling Stones. Zespół założony w 1962 r. Istnieje do dziś. W 2018 r., 56 lat później, kamienie nadal się toczą. I to jak! Mick Jagger (75 lat) przez ponad dwie godziny dosłownie szalał po scenie, nie łapiąc zadyszki. Jak on to robi? Do tego często mówiąc po polsku: od powitania: „Się ma Warszawa?” Przez „Jak leci Warszawa?”, „Pasuje wam?” czy „Co za piękna noc”, “To jest nasz piąty koncert w Polsce, fantastycznie jest być tu z wami” (powiedziane po 5 piosence) po wywoływanie miast: „Czy jest tu Kraków? Poznań? Gdańsk?” Jak się okazało, nader liczne reprezentacje tych miast stawiły się na stadionie. Było nas tam ponad 50 000!!! Wszystkie bilety wyprzedane! Sam zespół też Jagger przedstawił po polsku, podając prawidłowo nazwę instrumentu, jedynie w przypadku Ronnie Wooda anonsując go jako „króla pierogów”. Pewnie polubił… Nie zabrakło nawiązania do obecnego sporu politycznego w naszym kraju: „Polska, co za piękny kraj. Jestem za stary, by być sędzią, ale jestem dość młody, by śpiewać”. Po angielsku dodał: “Byliśmy w Polsce bardzo dawno temu, w 1967 roku, było fantastycznie. Mam nadzieję, że będziecie trzymać się tego, czego nauczyliście się od tamtych czasów.” A na koniec w „Satisfaction” śpiewane było „Satisfaction Warsaw”. Cudowny koncert, któremu brakowało tylko jednego – dobrej akustyki, o co jednak słynnego zespołu obwiniać nie można. To już kolejny koncert i wychodzi na to, że Stadion Narodowy jest niemal niemożliwy do dobrego nagłośnienia w całości (ponoć nieźle było słychać na płycie, niestety dużo gorzej na trybunach). Mimo wszystko moc była silna! Bawiliśmy się świetnie i jeśli tylko będzie okazja, to na Stonesów chętnie pojedziemy jeszcze raz.


SETLISTA Z WARSZAWY, 8.07.2018 Czytaj dalej The Rolling Stones w Warszawie

Muzeum nożyczek w Tarnogrodzie

6.07.2018
W Tarnogrodzie (Płaskowyż Tarnogrodzki) warto odwiedzić starą synagogę. Od lat mieści się tam biblioteka, nadająca zabytkowi niezwykłego uroku. Ale to nie wszystko, jest jeszcze ekspozycja regionalna i… jedyne w Europie muzeum nożyczek, założone w 2012 r. Na razie jeszcze dość skromne, ale od czegoś trzeba zacząć. Wśród eksponatów wyróżnić warto niszczarkę dla ubogich (czyli nożyczki, które mają pięć par ostrzy), tudzież specjalne nożyczki do przycinania kocich pazurków.
Według legend niegdyś w Tarnogrodzie było wielu krawców, dla których nożyczki to wszak podstawowe narzędzie pracy. Jakby nie było, oficjalny herb Tarnogrodu to gryf trzymający właśnie nożyczki.

Na rowerowym szlaku

02.07.2018
W nicość śniąca się droga… w tym przypadku jednak konkretnie do Gródka na Grzędzie Sokalskiej. “Tomaszowska” trasa rowerowa nr 8 z przewodnika “Rowerem po Roztoczu”. Przypominam, że ślady GPS do odnalezienia na traseo.pl (w wyszukiwarce serwisu wpisujemy: rowerem po Roztoczu).

The Police – wspomnienie koncertu

30.06.2018
Kilka dni temu minęło dokładnie 10 lat od przecudnego koncertu The Police w Polsce, w Chorzowie. Na pamiątkę trasy wydano DVD „Certifiable”, zrealizowane w Buenos Aires. Setlista niemal identyczna (w stosunku do Chorzowa brakuje Demolition Man, jest za to Synchronicity II i rewelacyjnie zaaranżowane Walking in Your Footsteps). Na żywo w Chorzowie moc była wielka! Nie ma lepszej piosenki na otwarcie jak Message in the Bottle. Wprawdzie Sting pomylił Chorzów z Katowicami, ale jakie to ma znaczenie? Intro gitarowe Summersa (mam autograf!) i od razu ciary po plecach. Potem tylko lepiej! I te smaczki, gdy w So Lonely Sting zamiast welcome to this one man show śpiewał zamiennie welcome to Andy Summers/ Steward Copeland show.
Stawiło się ponad 55 000 fanów. Cały stadion! Piękne chwile!

SETLISTA Z CHORZOWA 26.06.2008 Czytaj dalej The Police – wspomnienie koncertu

Święty Piątek z Zamościa

30.06.2018
Ciekawostka z Zamościa – i to podwójna. Ulica św. Piątka.
Ciekawa jest po pierwsze dlatego, że nie ma takiego świętego.
Po drugie dlatego, że znajduje się na niej intrygująca kolumna o nazwie Święty Piątek. Pochodzi ona z drugiej ćwierci XVII w. ma kształt słupa, na którym wspiera się kapliczka ze scenami Męki Pańskiej, a także tajemniczymi maskami (które swego czasu odkuto i wmurowano w holu zamojskiego ratusza, na kolumnie zaś umieszczono ich kopie). Kolumna stoi w miejscu, gdzie niegdyś – właśnie w piątki – wykonywano egzekucje na bandytach. Według jednej z legend fundatorem miał być ormiański kupiec, który właśnie tutaj w Wielki Piątek (!) został napadnięty, na szczęście udało mu się ujść z życiem.