Piwo z Polesia

Parę dni temu przeszedłem się ścieżką Dąb Dominik w Poleskim Parku Narodowym w pięknych okolicznościach przyrody. Następnie dane mi było poznać alternatywny sposób zapoznania się z tematem ścieżek dydaktycznych. W Załuczu Starym, w tzw. Przystani Spławy nabyliśmy (ponoć dostępne tylko tu) piwa o nazwach identycznych, jak dwie najpopularniejsze ścieżki dydaktyczne w PPN: Spławy (jasne) i Dąb Dominik (ciemne). Oba niezłe, choć to drugie pasuje mi znacznie bardziej, z uwagi na oryginalny smak. Na etykiecie do każdej ze ścieżek przygotowano oryginalny opis, przy czym w przypadku Dominika jest to wiersz o dębie samego Jana Brzechwy. Degustacja miała miejsce nad jeziorem Piaseczno. Też w pięknych okolicznościach przyrody.

Nad jeziorem Piaseczno latem

Astronomiczna jesień oficjalnie przyjdzie do nas 22 września o godz. 21.21. Nieoficjalnie to w tym roku znacząco się pospieszyła i zabrała końcówkę lata razem z ciepełkiem i słońcem. Co jednak z wakacji pozostało w pamięci i na zdjęciach to nasze! Np. letni relaks nad wodą. I to relaks i to w sensie podwójnym – w sensie dosłownym, a ponadto ten rower wodny ma nadaną przez producenta nazwę Relaks.

Z Wytyczna do Hańska piechotą

Ubiegły rok na Polesiu zakończyłem poznaniem dużego fragmentu niebieskiego pieszego szlaku Centralnego: z Urszulina do jeziora Wytyckiego, który ma charakter szeroko rozciągniętej pętli. Teraz przyszedł czas na odcinek kolejny: jezioro Wytyckie – Hańsk. Jego najciekawsza część to droga prowadząca prosto jak strzała, początkowo za Wytycznem wśród bagiennego lasu, a następnie wśród wręcz bezkresnych pól. Coś przecudnego!

Na Poleskim szlaku

Taki sympatyczny jesienny klimacik z Polesia. Jezioro Piaseczno, najczęściej odwiedzane. Potem było jeszcze ognisko. Zdjęcie z września. Fajny czas, bo wtedy częściowo rowerkiem, częściowo z buta, pokonałem duży fragment pieszego szlaku Centralnego, znakowanego kolorem niebieskim, z jeziora Wytyckiego do Urszulina. W prostej linii to jest zaledwie 6 km, ale szlakiem 84 km (!) To bardzo szeroko rozrzucona pętla z wieloma ciekawymi zakątkami, jak las Borek, stawy w okolicy Libiszowa czy jezioro Uściwierz. Kilka odcinków jest zmienionych w stosunku do pierwotnych przebiegów, ale akurat wszystkie je miałem szczęście poznać przed laty. Trasa jest dość łatwa i nie miałem kłopotów orientacyjnych, z wyjątkiem krótkiego odcinka w okolicy rezerwatu Jezioro Świerszczów (gdzie czekają chaszcze, przy umiarkowanym obecnie stanie znakowania). Szczęście dopisało i wyszedłem z lasu dokładnie tam, gdzie trzeba. Do pokonania pozostał jeszcze odcinek z Wytyczna do Włodawy, ale to już na przyszły rok.

Ciekawy obiekt

Powrócę jeszcze do rajdu w Lasy Parczewskie. Jadąc rowerkiem za pieszym szlakiem czerwonym wypatrzyłem obiekt wyglądający z daleka jak kurhan. Podjeżdżając bliżej dostrzegłem jednak metalowy wywietrznik i metalową rurę. Kurhany tak nie mają. Może w takim razie partyzancki bunkier? Dopiero z bliska dostrzec można tablicę informującą, że to po prostu podziemne przeciwpożarowe stanowisko czerpania wody.

Lasy Parczewskie

Gdzieś tak koło 1999 r. zainteresowałem się pieszym szlakiem Partyzanckim z Parczewa do Urszulina (znaki czerwone), przy czym w pierwszej kolejności zaintrygował mnie odcinek prowadzący przez Lasy Parczewskie. Z uwagi na spory dystans z Parczewa do Ostrowa Lubelskiego (szlak bynajmniej nie prowadzi najprostszą drogą) zdecydowałem się na rower. Niestety, w 2000 r. zlikwidowano pociągi do Parczewa, a wówczas rower woziłem tylko pociągiem…

Łatwiej było z inną częścią tego szlaku, pomiędzy jez. Rogóźno a Urszulinem, bo to okolice jeziora Piaseczno, gdzie zawsze mam się gdzie zatrzymać.

Tymczasem jakoś nie składało się wybrać do Parczewa. Aż do dziś. Najpierw pociąg Zamoyski na odcinku Lublin – Parczew. Dalej rower. Musze przyznać, że Lasy Parczewskie bardzo przypadły mi do gustu. Tak krajobrazowo, jak i rowerowo: jest tu gęsta sieć leśnych dróg asfaltowych i szutrowych. Zrekonstruowane partyzanckie bunkry też się znajdą. Szkoda tylko, że teraz wycinka drzew prowadzona jest, jak dla mnie, w zbyt wielu miejscach i na zbyt dużą skalę. Przepięknie było jednak zobaczyć bagniska jeziora Obradowskiego od strony płn., a więc przeciwległej do ścieżki dydaktycznej. Do samego jeziora od płn. się nie dojdzie, ale i tak jest ciekawie.

Ostatecznie pojechałem nieco poza Ostrów Lubelski, w okolice Nowej Jedlanki. Z wycieczkami bocznymi wyszło 50 km. Na zdjęciu aleja z początkowej części trasy. Fajnie się jechało się przez te zalegające na ścieżce liście. Mimo wszystko jednak szkoda, że lato już się kończy.

Czahary zimą

Kilka dni temu udałem się na Polesie w okolice Urszulina w celu załatwienia dwóch ważnych spraw. Niestety, żadnej z nich nie załatwiłem, ale skoro już trafiłem do Urszulina… to trzeba było z tej okazji skorzystać turystycznie. Wybrałem ścieżkę Czahary, którą dotąd pokonywałem tylko latem. Krótka wycieczka, ale i tak pięknie było!

Kilka dni temu udałem się na Polesie w okolice Urszulina w celu załatwienia dwóch ważnych spraw. Niestety, żadnej z nich nie załatwiłem, ale skoro już trafiłem do Urszulina… to trzeba było z tej okazji skorzystać turystycznie. Wybrałem ścieżkę Czahary, którą dotąd pokonywałem tylko latem. Krótka wycieczka, ale i tak pięknie było!